Premiera: HGTV Home&Garden, niedziela o 9:20
Powtórka: patrz "o nas"

Ogród ze stawem i brzozami (odc. 593)

dodano: 04.06.2016

Tym razem zawędrowaliśmy w okolice Radziejowic, gdzie znajduje się dom państwa Ewy i Andrzeja Filipiaków. Ich ogród tworzą dwie części o charakterze tak odmiennym, jak bardzo różnią się od siebie upodobania jego właścicieli. Jednak choć pani Ewa i pan Andrzej mają różne pomysły na prawie każdą roślinę, to wspólnie, do tego własnymi rękami, stworzyli klimatyczną całość.

Już od wjazdu do ogrodu państwa Ewy i Andrzeja Filipiaków, gości urzeka piękny, duży, skąpany w zieleni naturalny staw. Najważniejsze są tu jednak brzozy, dostojnie kołyszące się za domem.
 
Właściciele zawsze marzyli o brzozach, więc ucieszyli się, że mogli swój dom budować akurat na tej działce. I chociaż mają z nimi sporo pracy, choćby z grabieniem liści, to nie narzekają, zwłaszcza, że obecność tylu drzew wabi ptaki: są tu sikorki, dzięcioły pospolite i zielone, nawet zadomowiły się dudki. Gospodarze wiedzą jednak, ze drzewa mogą być niebezpieczne – już kilka złamało się w czasie burzy, mogły uszkodzić dom.
 
A jak wygląda cały ogród? Posesja zajmuje prawie 4 tys. m kw. Dom położony jest dość daleko od drogi i znaczna część ogrodu znajduje się właśnie od frontu. Do budynku prowadzi wyżwirowany, lekko zakręcający podjazd. Po jego obu stronach jest rozległy trawnik. W rogu działki znajduje się staw. Wejście do domu podkreśla centralna rabata z wrzosowiskiem i azaliami, a kolejne rabaty okalają taras. Za domem królują brzozy, a w ich cieniu ustawiono małą kapliczkę. Z boku działki jest jeszcze budynek gospodarczy i drewutnia.
 
Na posesji jest ponad 60 brzóz i mają się doskonale. Kiedyś same się wysiały na tej słanej glebie i mogą dożyć nawet 100 lat. Właściciele jednak chcą nieco ograniczyć ich rozmiary, by zmniejszyć ryzyko uszkodzenia czy złamania w czasie silnej burzy. Przycięcie tych brzóz to jeden z nielicznych ogrodowych tematów, na które państwo Filipiakowie mają wspólny pogląd. Przy innych roślinach pojawiają się zawsze dyskusje: przycinać, czy nie? I tak jest na przykład z trzmieliną, która całkowicie zasłoniła malowniczy głaz. Pani Ewa chciałaby trzmielinę przyciąć i odsłonić kamień, a pan Andrzej woli pozwolić jej rosnąć swobodnie.
 
Kompozycja z trzmieliną rozpoczyna wąską rabatę która biegnie spod domu aż do bramy wjazdowej, dzieląc tę część ogrodu na rozległy trawnik i zakątek przylegający do stawu. Rabatę tworzą sosny, jałowce, duże kępy bylin, które wyglądają niezwykle malowniczo zwłaszcza wiosną: kwitną tu gęsiówka, floksy, smagliczki, niezapominajki, powoli pojawiają się kwiaty rozchodników… Między poduchami roślin kryją się niewielkie stopnie, prowadzące w kierunku wody. Uwagę zwraca jałowiec odmiany ‘Golden Carpet’, posadzony w dwóch formach: płożącej, tworzącej kobierzec, oraz szczepionej na pieńku – razem tworzą ciekawą kompozycję. Dalej jest jeszcze spora plama lawendy. Wyższe akcenty to sosny, brzoza ‘Youngii’ z wyrośniętym przewodnikiem, a także świerk, rosnący obok problematycznej kępy trzmieliny.
 
Obok są jeszcze dwa imponujące ostrokrzewy i tu też gospodarze nie mogą się zdecydować, czy i jak będą je strzyc. Niezależnie od tego, jak będą prowadzone, ostrokrzewy mają się w tym miejscu doskonale. Są niezwykle gęste i wysokie. Warto wiedzieć, ze ostrokrzew doskonale znosi cięcie i formowanie, i jest ozdobny nie tylko dzięki całorocznym liściom, ale ma też drobne pachnące kwiaty, zwabiające mnóstwo pszczół, a potem owoce dekorujące krzew jesienią i zimą. Trzeba jednak pamiętać, że owoce te są trujące – to ważne zwłaszcza w ogrodach, w których bywają dzieci.
 
W upalny dzień, w który odwiedzaliśmy ogród, bardzo kusił nas staw. Położony jest w taki sposób, że tłem dla niego jest znajdujący się za ogrodzeniem las – co jeszcze poprawia i tak doskonały mikroklimat ogrodu. To naturalny staw, zasilany strumykiem. Niestety, gdy odwiedzaliśmy ogród strumyk ledwo ciurkał, bo lato było suche i poziom wody w rzekach wyjątkowo niski. Normalnie strumyk płynie wartko, a po deszczu nawet nieco podnosi się poziom wody, choć staw jest przepływowy.
 
Kiedyś staw był mniejszy, ale gospodarze go wyczyścili z zarośli, wyregulowali, a przy okazji wyrównali poziomy w ogrodzie. Było to pracochłonne, ale opłacało się, by teren był bardziej funkcjonalny. Efektem tych działań są teraz malowniczo porośnięte zielenią wysokie skarpy stawu. Na tle drewnianego płotu odcinają się żółte kwiaty języczki pomarańczowej, są też kępy trawy turzycy prosowej (Carex paniculata)b– pan Andrzej bardzo ją lubi i przynosi jej kępy z wilgotnej łąki, by wzbogacić nasadzenia przy brzegu. Wrażenie robi też ogromny rododendron, wtulony w ogrodzenie. Dalej jest jeszcze kępa azalii japońskich: one zresztą pojawiają się w ogrodzie w wielu miejscach i w maju robą ogromne wrażenie.
 
Brzeg stawu umocniony jest płotkami faszynowymi. Słupki, wokół których opleciono wiklinę, wbite są na około 70 cm, by ruch płynącej wody ich nie uszkodził.
 
Choć w ogrodzie rządzą na równych prawach pani Ewa i pan Andrzej, to czasem, gdy w ogrodzie pojawiają się problemy, właścicielom pomaga pani Beata Dolecka – ogrodniczka. W czasie naszej wizyty przyjechała właśnie z interwencją do miłorzębu (Ginkgo biloba). Ten gatunek jest wrażliwy na wysoki poziom wód gruntowych, nie lubi też przesadzania, bo ma palowy system korzeniowy. A w tym ogrodzie miłorząb po prostu nie chciał rosnąć. Pani Beata uznała, że najprawdopodobniej korzenie rośliny są słabo rozwinięte i trzeba roślinie pomóc rozbudować system korzeniowy. W tym celu zaaplikowała dawkę nawozu – fosforu. Optymalnym odczynem gleby dla pobierania fosforu jest pH 6 -7. Warto wiedzieć, że fosfor wpływa nie tylko na rozwój korzeni, ale też na obfitość kwitnienia i owocowania. Fosfor jest mało ruchliwy w glebie, może być pobierany tylko w bezpośrednim sąsiedztwie systemu korzeniowego. Po nawiezieniu, trzeba roślinę podlać.
 
Korzystając z obecności w ogrodzie pani Beaty i jej dłuższego doświadczenia, chcieliśmy dowiedzieć się jeszcze jednej rzeczy – czy warto wykorzystywać popiół drzewny jako nawóz? Pani Beata uważa, że to doskonały nawóz, bo zawiera dużo mikro i makroelementów, a ponieważ nie ma azotu, jest dobrym nawozem jesiennym.
 
Potem ruszyliśmy z panem Andrzejem, by przyjrzeć się wreszcie z bliska ukochanym przez właścicieli brzozom. W ich cieniu posadzono niewiele roślin, a ta część ogrodu ma dość swobodny charakter. Dlatego pojawiają się tu nawet grzyby. Jest ławeczka do siedzenia, są liczne dekoracje ogrodowe, na przykład pajacyk z brzozowych pniaków, są też kosze i donice na kwiaty sezonowe, ciekawa latarnia i miejsce na ognisko… Uwagę zwraca niezwykle piękny – pomimo cienia – trawnik. Właściciele wybrali mieszankę trawnikową do miejsc zacienionych i suchych, a trawnik jest codziennie podlewany. I tak nie jest tu za mokro, bo brzozy szybko wyciągają wodę. Ziemia tu jest bardzo słaba, ale dla brzóz taka gleba jest wystarczająco dobra. Jednak trawa potrzebuje więcej składników odżywczych, jest wiec nawożona dwa razy w sezonie. Panu Andrzejowi bardzo zależy na jej dobrej kondycji, bo właśnie tutaj najczęściej bawią się wnuki.
 
Z brzozowego lasku wróćmy jednak jeszcze na chwilę nad wodę. Tu uwagę zwraca jeszcze malowniczy pomost o nieco nierównej powierzchni i półkolistym kształcie. Uustawiony jest na trwałych dębowych, okorowanych palach. To pomysł pana Andrzeja, inspirowany naturalnym charakterem pomostów na Mazurach.
 
Z tak dużego zbiornika korzystają też zwierzęta. Mieszkają w nim kaczki, a także ryby: karpie koi, jesiotry, liny, karasie, a nawet amury. Pan Andrzej wprowadził je, aby nieco regulowały ilość roślinności w stawie. Staw odwiedza też czapla i gospodarze ustawili na brzegu zabawnego stracha na wróble - a właściwie… stracha na czaple, ubranego w odblaskową kurkę. W okolicy mieszka też kuna, łasica, a także wydra, która chętnie gości się tu i wyjada ryby.
 
Korzystając z obecności pani Beaty, gospodarze poprosili ją o zaradzeniu pewnemu kłopotowi, bo staw, choć przepływowy, potrzebuje czasem interwencji i czyszczenia. Gdy woda staje się zielona i mętna, to znak, że rozwinęły się w niej glony. Na dnie zebrał się też sporo mułu. Z glonami lepiej nie walczyć środkami chemicznymi, bo te niszczą także pożyteczne organizmy. Dlatego pani Beata doradziła preparat biologiczny, skomponowany z mikroorganizmów saprofitycznych, mających zdolność do klarowania wody i usuwania osadów.
 
Gdy odwiedziliśmy ogród wiosną, zaskoczył nas nagły deszcz. Liście i kwiaty od razu nabrały soczystej barwy. W kroplach wody lśniły kwity piwonii, tuż przy tarasie pięknie wyglądała kępa kokoryczki wielokwiatowej (Polygonatum multiflorum). W cieniu brzóz czuje się jak w naturze – występuje bowiem dość pospolicie w naszych lasach. Potrafi dorosnąć nawet do 1 m wysokości, a jej podwieszone pod liśćmi kwiaty wyglądają niczym koraliki.
 
Ten deszcz był potrzebny, bo ubiegłoroczne lato było suche, jednak od razu zaczęła się inwazja ślimaków. Na szczęście można je zwalczyć środkiem bezpiecznych dla ogrodowych ssaków i ptaków.
 
Czekając na powrót słońca, przyjrzeliśmy się bliżej rabacie położonej przy samym budynku. Dojrzeliśmy doskonale ukryty system nawadniający: gospodarze zdecydowali się na niego właśnie po suchym lecie. Pan Andrzej miał kłopoty ze zdrowiem i obawiał się, że nie da rady samodzielnie podlewać całego ogrodu.
 
Od strony tarasu wznoszą się brzozy, dlatego rośnie tu sporo gatunków do półcienia: są azalie japońskie, rododendrony, cisy, okrywowa runianka. Jest też nieco roślin, które wolałyby jaśniejsze stanowisko, takich jak sosna kosodrzewina. Z kolei od frontu znajduje się niewielkie wrzosowisko. Ma ono ok. 5 lat. Pani Ewa strzyże rośliny wiosną, usuwając suche kwiatostany. Ponieważ gleba jest w tym miejscu słaba, pani Ewa musiała nieco poprawić warunki dla wrzosów. Co prawda nie nawiozła całej warstwy odpowiedniej dla nich ziemi, ale wsypywała ją do dołków sadząc krzewinki. Dba też o odczyn gleby. Podsypuje rośliny korą, zakwasza też glebę. Pani Ewa zdradza jeszcze, że na zimę wrzosy są okrywane, więc nie przemarzają.
 
Dowiedzieliśmy się też, że działka państwa Filipiaków z jakiegoś powodu przyciąga pioruny. Ślady ich uderzeń widać na niektórych brzozach. Raz przydarzyło się na tyle mocne uderzenie, że kilka drzew trzeba było wyciąć, a w domu spaliły się wszystkie urządzenia elektryczne. Dla gospodarzy był to pewien znak – i zdecydowali się ustawić w ogrodzie kapliczkę. Kapliczka stanęła w rogu działki - została wymurowana z polnych kamieni, a figurę podarował państwu Filipiakom zaprzyjaźniony ogrodnik. Teraz tylko brakuje kapliczce pięknego roślinnego tła. Wraz z panią Beatą pomogłyśmy więc wybrać gospodarzom rośliny, które dobrze sobie tu poradzą. Pierwszy wybrany gatunek to ozdobna kruszyna (Frangula alnus 'Aspleniifolia’) – bo za płotem również rośnie kruszyna. Wybór gatunku rodzimego ale w ozdobnej odmianie, to pewność, że roślina będzie miała się tu miała dobrze. A odmiana wybrana przez nas charakteryzuje się ciekawymi liśćmi - są długie i wąskie. Została ona uzyskana w parku w Mużakowie, na pograniczu polsko-niemieckim. Kruszyna doskonale nadaje się na suche stanowiska, jest też całkowicie mrozoodporna. Drugim gatunkiem była lubiana przez ptaki jarzębina, a trzecim – okazała rudbekia dwubarwna (Rudbeckia hirta var pulcherrima). Jest to krótkowieczna bylina, częściej traktowana jako gatunek jednoroczny. Kwiaty tej rudbekii maja czarny środek, od wewnątrz są ciemnopomarańczowe, na zewnątrz żółte. Jej łodygi i liście są owłosione. Lubi słoneczne miejsca, wtedy kwitnie najobficiej. Chętnie wysiewa się sama.
 
Gdy już znaleźliśmy odpowiednie miejsca dla tych roślin, pozostało poczekać na kilka kolejnych: pani Ewa zamówiła transport z następnym rododendronem (tym razem odmiany ‘Bernstein') i jeszcze jednym ostrokrzewem, hortensją, bodziszkiem, orlikiem i narzędziami.
 
Na koniec naszej wizyty wróciliśmy jeszcze raz przed dom. Wejście do budynku okalają piękne hortensje, podsadzone kiścieniami o bardzo ciekawych, wielobarwnych liściach (kiścień wawrzynowy ‘Makijaż). Kiścień kwitnie na biało i ma takie same wymagania jak różaneczniki.Obok po elewacji pnie się wspaniała glicynia.
 
Na frontowej rabacie widać pnie po ściętych brzozach – zostały one uszkodzone w czasie burzy i uschły. Wiosną tego roku sprawdziliśmy, że gospodarze zdecydowali się na jeden mocny akcent i w tym miejscu posadzili czerwonolistną odmianę klonu.
 
 
Dodaj do Facebook Twitter Blip Digg
wyślij znajomemu
97%
3%
oceń artykuł
Komentarze na forum
komentarze autor
Re: Ogród ze stawem i brzozami (odc. 593)
Przepiękny ogród z mnóstwem przydasi. Bardzo indywidualny. Gratuluję pasji tworzenia.
2022.01.27
~ ryska
Re: Ogród ze stawem i brzozami (odc. 593)
Jeśli państwo będą się dalej tak "do brzóz przytulać", to nie dziwota że mają problem z "nadzwyczajnymi" piorunami uderzającymi akurat w brzozy. Te zwyczaje z brzozami to dawne rytuały pogańskie i są bardzo!! szkodliwe na sposób duchowy... Ludzie nie mają świadomości na co się otwierają.
2022.01.27
~ Renata
Re: Ogród ze stawem i brzozami (odc. 593)
BluKlar - biologiczny preparat do oczek wodnych i stawów firmy bioArcus
2022.01.27
~ redakcja
Re: Ogród ze stawem i brzozami (odc. 593)
Witam, można poprosić o nazwę preparatu biologicznego skomponowany z mikroorganizmów saprofitycznych, mających zdolność do klarowania wody i usuwania osadów użytego w programie.
2022.01.27
~ Aga

Poprzedni odcinek

Ogród o dwóch obliczach (odc. 592)

Ogród o dwóch obliczach (odc. 592)

Część ma charakter parkowy, część przypomina słoneczne południe Europy - oto dwie części dużego ogrodu, który odkryliśmy na skraju lasu w Wejherowie.

więcej »
Ocena
90%
10%
Facebook Twitter Blip Digg
 

Porady

Metamorfoza tarasu (fragment odc. 722)

Metamorfoza tarasu (fragment odc. 722)

Oto mała metamorfoza tarasu w ogrodzie w Mieruciach.

więcej »
Ocena
75%
25%
Facebook Twitter Blip Digg
 

Maja poleca

'Zintegrowane gospodarowanie wodami opadowymi' - polecamy szkolenie!

'Zintegrowane gospodarowanie wodami opadowymi' - polecamy szkolenie!

Oto interesująca propozycja dla specjalistów: architektów, urbanistów oraz urzędników! Już w przyszłym tygodniu we Wrocławiu odbędą się szkolenie i warsztaty...

więcej »
Ocena
100%
0%
Facebook Twitter Blip Digg